|
Gdzie to piękno?
Piękną być... to łatwizna. Stać się piękną... to już wyzwanie, mało tego, nawet jeśli uda nam się osiągnąć ten stan ciała (i ducha przecież), to na jak długo? Nie chodzi mi tu bynajmniej o upływ czasu, bo przecież kobieta jak wino..., lecz o zmienność definicji samego pojęcia piękna.
Starożytni byli przekonani, że u podstaw piękna leżą zależności matematyczne. Piękne jest to, co da się przełożyć na liczby, co jest harmonijne i przewidywalne. To właśnie tu rozpoczyna się, nigdy z resztą nie zakończona, wędrówka, w poszukiwaniu idealnych proporcji ludzkiego ciała. Wyodrębniono wówczas tak zwaną Wielką Teorię Piękna, która zakładała (o zgrozo), że piękno, skoro da się przeliczyć, nie jest subiektywne. Jak tu zatem wytłumaczyć sąsiadce, że nie może wzdychać do informatyka z pierwszego piętra..., bo długość jego czaszki, nie jest dokładnie jedną ósmą reszty jego szkieletu... ba... mało tego, w dodatku lewe ucho ma o trzy centymetry wyżej niż prawe. Nonsens.
Na szczęście historia sztuki pokazuje, że nie ja jedna z takim spojrzeniem zgodzić się nie mogę, w osiemnastym wieku sformułowano bowiem opozycyjną do Wielkiej – Małą Teorię Piękna. Tu piękno jawi się jako ruch, ekspresja i co najważniejsze – subiektywizm. Z tej perspektywy informatyk z pierwszego piętra znów może zyskać w oczach mojej sąsiadki...
Takie spojrzenie na estetyczną stronę otaczającej nas rzeczywistości (a więc i na nas samych) funkcjonuje chyba najszerzej w świadomości społecznej. Stąd na przykład powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, czy że każda potwora... hmm okrutne, ale chyba jednak prawdziwe.
Poza, tak epokowymi, zmianami w spojrzeniu na piękno, nie można zapomnieć o zwykłej, ludzkiej różnorodności i trendach, jakim świadomie (bądź nie) ulegamy, zwłaszcza my... kobiety. Ile razy patrząc na okładki kolorowych czasopism, w myślach zmieniamy kolor włosów, czy zrzucamy trzy, zupełnie nam zbędne, kilogramy? Pojęcie piękna zmienia się bowiem nie tylko na przestrzeni tysiącleci, ale także na naszych oczach. I jak się w tym wszystkim odnaleźć? Gdzie szukać piękna, skoro tak trudno je zwyczajnie zdefiniować?
Tu z pomocą przychodzi mi zawsze jeden z lepszych polskich poetów. Cyprian Norwid stworzył bowiem, jedną z bardziej trafnych wskazówek, jak piękno rozpoznać i gdzie je można odnaleźć: „bo piękno na to jest, by zachwycało” - powiedział... i już, wszystko staje się nagle jakby bardziej jasne, a co kogo zachwyca... to już zupełnie inna historia...
Gombrowicz mógłby odpowiedzieć: „Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca” i też miałby rację, bo właśnie na tym polega cały urok zachwytu, że często jego przedmiotem stają się zupełnie skrajne zjawiska, rzeczy... osoby. Każda z nas jest zatem piękna, wówczas, gdy... zachwyca. Pamiętajmy o tym zawsze, gdy w nieco gorszym nastroju krytycznie spojrzymy w lustro, bo zachwycać można nie wyglądem, a wnętrzem w szczególności – osobowością, ciepłem czy przymiotami umysłu. To jest właśnie w tym całym pięknie... najpiękniejsze.
tekst: Hanka
|